<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Bracia Evans> 
<author_1=Andrzej Wrblewski>
<author_2=Andrzej Kijowski> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1951">
<month="12">
<date=1951-12-24>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Rzecz niesychana! miech wspomina. Oczywicie, ze skoczonym otrem trzeba by, aby zdrowego czowieka do wariatw odwie. I narazi go tam na tak wielk irytacj, ktra moga go naprawd o pomieszanie zmysw przyprawi. Oczywicie, ze tylko nicpo mg si porwa na tak bezczeln kradzie wspaniaych klejnotw. Nie usiuj wic wcale tego otra i oczajdusz, zodzieja i bezwstydnika ani wybiela, ani usprawiedliwia. Kradzie pozostaje kradzie, ale  ha, ha  wybaczcie: nie mog powstrzyma si od miechu, ilekro pomyl o tych, ktrych w ajdak wystrychn na dudka. Oto jak odbya si ta historia:
Przyjeda do Warszawy jaki obieywiat-jubiler. Czy mao mamy w Warszawie jubilerw? Ale wok tego zaraz robi si wrzawa: Anglik! Z Londynu! Mister Champson... I ju przed Hotelem Wileskim tocz si karety wielkich dam. Ach, jakie wspaniae klejnoty! Takich kolii nie ma w caej Warszawie! C za diamenty!
Gono we wszystkich salonach. Dla samej rozkoszy ogldania Anglika nasze damy piesz do hotelu i tam kryguj si przed owym indywiduum.
A tu razu pewnego zajeda do hotelu pikna kareta, wysiada z niej wytworny pan. Dwornie wita mister Champsona i powiada:
 Jestem marszakiem JW Pani ksinej Pawowej Sapieyny. Moja pani rada bdzie widzie waszmo pana w swoim paacu i obejrze w garnitur diamentowy, ktry pono masz do sprzedania.
Zbiera si Anglik skwapliwie, wsiada do karety z owym marszakiem  i  ach, brzydko to cieszy si z niedoli bliniego  zamiast do paacu ksinej do  ha, ha, ha!  do Bonifratrw wdruje... Do szpitala wariatw!...
Kt to by w marszaek? Niejaki Bogusawski  otr nad otry, sawny zodziejaszek! Brat pono owego aktora, wyrodzi si z rodziny. otr, ale sami przyznacie, e chwacki otr.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
